Na cudownej małej wysepce porośniętej gęstą roślinnością i pokrytą mnóstwem soczystych zielonych pastwisk mieszkała krowa, która wiodła dosyć szczególny żywot. Za dnia, kiedy słońce stało wysoko na niebie i wysyłało swoje jasne promienie w dół, krowa radośnie pląsała po pastwiskach, zjadała chrupiącą trawę i miło spędzała czas. Jednak z chwilą, gdy zachodziło słońce i ciemność ogarniała wyspę, zwierzę stawało się podenerwowane, ogarniał je strach.
Co się ze mną stanie?
Czy trawa się skończyła?
Nie widzę nic wokół siebie.
Cóż ja biedna pocznę? – pytała samą siebie, gdy zlękniona pokonywała truchcikiem noc, śpiąc to tu, to tam.
Kiedy przychodził dzień i słońce ponownie oświetlało wyspę i nieskończone połacie trawy wokół niej, krowa podskakiwała z radości, zapominała o nocnych troskach i oddawała się przeżuwaniu. Trwało to oczywiście tylko do momentu, gdy znów zapadała noc i cały proces powtarzał się raz jeszcze. I w taki to właśnie sposób krowa przeżywała dzień za dniem oraz noc za nocą w swoim krowim życiu.
Opowieść suficka